W drugiej połowie stycznia 2008 roku wybraliśmy się z moim Ojcem oraz dwoma naszymi starymi przyjaciółmi Szymonem i Zbyszkiem na polowanie na dziki na Białoruś. Mieliśmy zaplanowane w sumie 8 dni polowania w dwóch różnych łowiskach. Przylecieliśmy do Mińska samolotem, na miejscu Wołodia pomógł nam odprawić broń i w ciągu niecałych dwóch godzin byliśmy już w łowisku...
...udało nam się wcześniej zorganizować nocleg i wyżywienie w tzw. letniej rezydencji Łukaszenki ;) to jest taki hotel położony na terenie Berezinskiego Parku Narodowego, który jest otoczony z trzech pięknym lasem a z trzeciej z dostępem do jeziora. Zdjęcie hotelu znajdziesz poniżej ;)
Pogodę trafiliśmy w sumie nie najlepszą... śniegu było nie wiele, temperatura bliska zeru... szczęście tylko takie, że nie padał za bardzo deszcz, nie było mgieł i dzięki temu mogliśmy sobie spokojnie polować przy księżycu ;) w ciągu 4 pierwszych dni polowania udało się nam upolować 3 ładne odyńce, które wagowo mieściły się w przedziale 130 i 180 kg oraz jelenia byka...
Niestety nie trafiliśmy na wilki choć wiedzieliśmy po śladach, że kręcą się w okolicy...
Któregoś dnia jadąc na polowanie przejeżdżaliśmy przez wieś i zauważyliśmy duży dostawczy samochód i ludzi stojących do niego w kolejce... okazało się, że jest to taki "sklepik na 4 kółkach" który objeżdża okoliczne wsie i rozwozi niezbędne produkty... zatrzymaliśmy się na chwilę i kupiliśmy ciemny przepyszny chleb i kilka miejscową wódkę na najbliższe wieczorne posiedzenia ;)
Kolejne 4 dni spędziliśmy w obwodzie znajdującym się na samej granicy białorusko - rosyjskiej, w odległości ok 60 km od wojewódzkiego miasta Witebsk. Mieszkaliśmy w trochę skromniejszych warunkach jednak w dużo milszej i bliższej naszym myśliwskim sercom atmosferze ;) Mieliśmy do własnej dyspozycji cały domek myśliwski umiejscowiony na skraju niewielkiej rzeczki... do tego wszystkiego sauna zwana przez Białorusinów "banią"...
Schemat dnia był taki sam jak w poprzednim łowisku, czyli wyjeżdżaliśmy na polowanie ok godziny 17:00 siedzieliśmy w lesie do 23 / 24:00, wracaliśmy na późną kolację, podczas której dzieliliśmy się wrażeniami z polowania, po czym ok godz. 4:00 szliśmy spać, żeby obudzić się ok 9:00 na śniadanie hehe następnie siedzieliśmy przy stole do obiadu a po obiedzie trzeba było wyruszać dalej do lasu... Polowaliśmy przede wszystkim z ambon usytuowanych przy dużych nęciskach jak na poniższym zdjęciu...
Dziki widzieliśmy właściwie codziennie... duże watachy, małe, trochę pojedynków. Niestety te stare największe odyńce były tym razem dużo sprytniejsze od nas... Widzieliśmy wspólnie w sumie 3 baardzo duże dziki, czyli mam tu na myśli takie odyńce powyżej 200 kg, jednak żadnemu z nas nie udało się nawet strzelić w ich kierunku! Czasami zabrakło trochę szczęścia, czasami kilku sekund, czasami doświadczenia... No ale nie bez powodu miejscowi myśliwi nazywają je "Profesorami"... ;)
W sumie strzeliliśmy jeszcze 4 odyńce, które wagowo były bardzo podobne do tych strzelonych w pierwszym łowisku...
A z takich ciekawostek to pani w sklepie zamiast korzystać z kalkulatora, który miała pod ręką liczyła ile musimy zapłacić za zakupy na tym liczydle, które widzicie na poniższym zdjęciu:
Ojciec mi mówił, że w Polsce na takich urządzeniach też liczono kilka dobrych lat temu... ja jednak tego nie pamiętam ;)
Do domu wróciliśmy cali i zdrowi... trochę zmęczeni fizycznie, ale niesamowicie wypoczęci psychicznie ;) przeżyliśmy wiele bardzo ciekawych momentów, poznaliśmy niezwykle miłych i gościnnych ludzi oraz mieliśmy możliwość zobaczyć wyjątkowo dziką przyrodę jakiej w Polsce już prawie nie ma...
W styczniu 2009 roku planujemy kolejną wyprawę na odyńce na Białoruś ;)






