Polowanie na wilki na Białorusi
Polowanie na wilki na Białorusi
Poniższy artykuł pojawił się na łamach Braci Łowieckiej w wydaniu z grudnia 2010. Autorem tekstu jest Adam Depka Prądzinski. Napisano na podstawie rozmowy i doświadczeń Andrzeja Zdunka
„Wilk, ten czworonożny nasz łupieżca, nie wszędzie się teraz spotyka na ziemiach polskich” – pisał Korsak w „Roku myśliwego”. Mimo że wilk stopniowo zwiększa swój zasięg, stwierdzenie to nadal wydaje się aktualne. Korsak wielokrotnie wzmiankuje o wysokich stanach tego drapieżnika na Białej Rusi, gdzie obecnie, przy wielkości populacji szacowanej na 3–5 tys. osobników, wilk nadal pozostaje tradycyjnym obiektem łowów. Potwierdzają to opowieści Andrzeja Zdunka, właściciela Biura Polowań „Argali”.
krótka historia wilka
Wilk od wieków obecny jest w kulturze środkowoeuropejskiej jako zwierzę budzące pejoratywne odczucia. Legendy i opowiadania myśliwskie lubowały się w kreowaniu obrazu bezwzględnego mordercy zwierząt gospodarskich, nierzadko relacjonując o atakach na ludzi czy nawet przypadkach porwań dzieci bawiących się samotnie w obejściu wiejskich zagród. Konieczność eksterminacji wilka jako jednego z największych konkurentów człowieka była bezdyskusyjna. Lata bezwzględnej walki na trwałe ugruntowały wilcze łowy w tradycji polowań krajów wschodniej Europy. Historia budowała legendy, a codzienność rozwijała metody skutecznych polowań. Wilk nie był łatwym łupem – stąd opisy wielodniowych zimowych zasiadek na samotnego basiora, nie zawsze zwieńczonych pokotem.
Stopniowy kres polowań przynosiły kolejne akty prawne, podejmujące próby ochrony tego drapieżnika – od rozporządzenia ówczesnego wojewody poznańskiego w 1992 roku, poprzez ochronę strefową z możliwością odstrzału regionalnego, aż do objęcia gatunku statusem całkowitej ochrony w granicach Polski (rozporządzenia właściwych ministrów z 1998 i 2001 roku). Tym samym, w majestacie prawa, kolejny rozdział łowieckiej tradycji został zamknięty; pozostały po nim jedynie barwne opisy emocjonujących obław i zasiadek na stronicach książek.
Lata eksploatacji populacji oraz postępująca urbanizacja ograniczyły występowanie wilka do wschodnich ostępów kraju. W ostatnich czasach obserwuje się jednak dyspersję pojedynczych osobników i watah na opuszczone dotąd regiony Polski północnej oraz zachodniej. Według. danych GUS, w 2008 roku Polskę zamieszkiwało około 700 wilków.
Pozyskanie wilczego trofeum pozostaje w kanonie łowieckich marzeń wielu myśliwych. Na Białorusi polowania na wilki trwają nadal, a rozwój turystyki łowieckiej daje szansę przeżycia nietuzinkowej przygody, nieustępującej polskim obławom sprzed lat. To z pewnością jedna z niewielu sposobności do konfrontacji z dużym drapieżnikiem, wciąż królującym w leśnych ostępach Białorusi. To kraj urozmaicony przyrodniczo, a jego wyróżnikiem są duże połacie podmokłych, niedostępnych ostoi grubego zwierza. Wielkości tamtejszych łowisk sięgają nawet 100 tys. hektarów. To często jeszcze dzikie obszary, gdzie kilometrami można nie natrafić na ślady człowieka.
sposoby polowań
Podstawowym i najbardziej efektywnym sposobem polowań na wilki są obławy z fladrami. Można oczywiście polować indywidualnie na wab czy – jak to się przyjęło w Polsce – czatować przy padlinie. Białorusini nie lubują się w tych metodach z czysto prozaicznych powodów. Niewielu bowiem jest profesjonalnych wabiarzy (przywabianie mało doświadczonych niedowilczków nie daje satysfakcji), a polowania indywidualne nie przynoszą tak imponujących efektów jak łowy z fladrami. Do padliny podchodzą osobniki chore lub odrzucone od stada, łowiecko mało wartościowe.
Fladrowanie stanowi na Białorusi wielką tradycję, organizacja wilczych obław, poparta niemałym doświadczeniem, jest więc niemal perfekcyjna. Doskonałym okresem do obław na wilki są pierwsze dłuższe opady śniegu, kiedy zwierzęta nie dają dużych chodów. W okresie przyzwyczajania się do nowych warunków otoczenia watahy są stosunkowo łatwe do otropienia. Doświadczeni wilczarze twierdzą, że dzienny dystans wędrówki sięga wówczas około 10 km, podczas gdy na przełomie grudnia i stycznia może wynosić cztery do pięciu razy więcej.
Decyzję o fladrowaniu podejmuje się po tzw. paroszy, delikatnym opadzie śniegu, który zakrywa stare ślady, odsłaniając przed tropicielem maksymalnie świeży, 2–3-godzinny trop. Drugi warunek – wataha musi zostać otropiona w legowisku. Trzeba przy tym zauważyć, że wilki odpoczywają tylko wówczas, kiedy są najedzone.– Tego w żaden sposób nie można zaplanować, dlatego nigdy nie gwarantujemy myśliwym polowania na wilki; byłoby to z naszej strony oszustwem– przekonuje Andrzej Zdunek.– W nocy poluje się na dziki, natomiast w dzień podejmuje się próby osaczenia wilczej watahy.
obława
Gdy nadejdą odpowiednie warunki, skoro świt przeprowadza się objazd terenu. W poszukiwaniu gorącego tropu przemierza się samochodami główne dukty i wizurki leśne. Myśliwi pozostają w ścisłym kontakcie, każde przejście wilków jest weryfikowane przez współpracujące grupy tropicieli. Terytorium stopniowo się zacieśnia, w końcu lokalizację prowadzi się pieszo, bacząc, aby nie podnieść watahy z legowisk.
Wreszcie, po upływie 2–3 godzin, kiedy wilki zostają otropione (w kwadracie o boku od 1 do 1,5 km), w absolutnej ciszy rozpoczyna się fladrowanie. Straszaki rozwiesza się w 2–3-osobowych zespołach – pomocnicy przenoszą bębny plecakowe z nawiniętymi linami o długości około 1 km każda, ostatni rozkłada i wiesza nad śniegiem 30–40-centymetrowy sznur, zaczepiając go o wystające nad warstwę białego puchu fragmenty krzewów i drzewa. Jaskrawe zabarwienie wstążek ma pomóc myśliwym, a nie – jak niektórzy błędnie uważają – straszyć drapieżnika. Przystosowaniem wilka do nocnej aktywności jest widzenie monochromatyczne, bez rozróżniania barw. Fladry stanowią obcy element w środowisku, które jest doskonale znane zwierzętom. Nagła zmiana w otoczeniu wywołuje psychologiczny opór przed przekroczeniem wrogiej linii.
Myśliwych przebywających na kwaterze powiadamia się o zakładaniu sznurów. Kiedy polują miejscowi, ściąga się łowców z całej okolicy, co świadczy o popularności tego rodzaju polowania. Sznurami zamyka się w zasadzie każdą watahę. Doświadczenie wilczarzy pozwala precyzyjnie określić liczebność stada – z reguły są to watahy rodzinne, liczące 4–12 osobników: waderę z młodymi oraz ewentualnie niedojrzałym basiorem. Niedowilczki w grudniu są już na tyle wyrośnięte, że trudno odróżnić je od osobników dorosłych. Ich masa dochodzi do 40 kg, podczas gdy w pełni dojrzały, 5–6-letni basior waży około 90 kilogramów.
Technika fladrowania na Białorusi rożni się od praktykowanej niegdyś w Polsce. Nasi wilczarze w ofladrowanym miocie zostawiali otwartą bramę, w pobliżu której zajmował stanowisko strzelec. Osaczony wilk w konfrontacji z mało opanowanym lub niecelnym myśliwym miał sposobność ucieczki. Można zaryzykować stwierdzenie, że szanse były wówczas wyrównane.
Mentalność Białorusinów oraz niezmieniony od wieków wybitnie negatywny stosunek do wilka powoduje, że poluje się do ostatniej sztuki. Rewir raz ofladrowany opolowuje się maksymalnie, jak tylko można. Są przypadki, że polowanie na wilki trwa nawet trzy dni. – Wilk od setek lat był i jest nadal głównym wrogiem myśliwych. W odwiecznej naturalnej rywalizacji o puszczańskie dobra odbierał łowcom niezliczone ilości dzikiego zwierza – opowiada Andrzej Zdunek. – Od zawsze prowadzi się intensywny odstrzał wilków, a ochrona prawna gatunku jest zwyczajnie nie do pomyślenia, nie godzi się z tamtejszym sposobem rozumowania. Zajadła walka z drapieżnikiem szczęśliwie nie przynosi zamierzonych rezultatów. Wilk był, jest i wydaje się, że nadal będzie zamieszkiwał rozległe leśne ostępy Białej Rusi.
przebieg polowania
Kiedy już z całą pewnością można stwierdzić, że wilki zostały ofladrowane i w międzyczasie nie opuściły miotu, rozpoczyna się właściwe polowanie na wilki. Grupa 4–5 myśliwych w asyście podprowadzających podjeżdża maksymalnie 300 m do linii fladr; dalej pozostaje podchód. Stanowiska strzeleckie lokalizuje się po wewnętrznej stronie sznurów. – Całe polowanie odbywa się w kompletnej ciszy, bez żadnych hałasów i naganki – relacjonuje Andrzej Zdunek.
Uczestnicy obławy są dokładnie instruowani – muszą widzieć linię fladr i stale kontrolować dzielącą ich od niej przestrzeń. W tym polu nie wolno strzelać do wilka, gdyż raniony lub nadmiernie przestraszony może przesadzić fladry, które później dla tego osobnika nie będą stanowić już żadnej bariery. „Wilk jest zwierzęciem bardzo inteligentnym, o dobrej pamięci, szybkiej orientacji kojarzenia wypadków (...)” – czytamy w „Łowiectwie” prof. Krupki. Wilk bezwzględnie musi paść w miocie.
Ruch na stanowisku należy ograniczyć do minimum. Przydaje się stołeczek myśliwski, broń trzyma się swobodnie na kolanach. Trzeba przy tym zachowywać pełną gotowość do składu i oddania strzału. Obowiązuje żelazna dyscyplina. Myśliwy pod żadnym pozorem nie może przemieścić się ze stanowiska bez wyraźnego sygnału prowadzących.
Rozstawieni łowcy w ciszy zimowej kniei i kompletnym skupieniu oczekują rozwoju wypadków. Tymczasem najbardziej doświadczony z Białoruskich myśliwych podąża w miot tropem wejściowym, aż dotrze do wilczych legowisk i wyciśnie watahę. Wilki nie zalegają razem, jak mają to w zwyczaju czynić dziki. Poszczególne osobniki odpoczywają oddzielnie, oddalone od siebie o 30–50 metrów. Dopiero po zwietrzeniu „podkładającego” na powrót zbijają się w watahę i ruszają, z reguły pod wiatr. Zakłada się, że 90 proc. wilków boi się fladr. Te, którym dane było kiedyś uciec z pieczołowicie zastawionej pułapki, są nieliczne. Wadera, napotykając sznury na swej drodze, odskakuje łukiem do tyłu. – Padają pierwsze strzały, grupa rozbija się, zaczyna się ruch, każdy osobnik szuka ucieczki, jak to mawiają Białorusini, „na własny szczot” – snuje swoją opowieść Zdunek. Odgłos pierwszego strzału budzi skupienie i ekscytację u pozostałych myśliwych.
Rolą myśliwego podkładającego jest nie tylko stałe podążanie wilczym tropem, ale też ścisłe kontrolowanie sytuacji. To on wie, ile sztuk padło, ile wilków zdołało ujść, a ile nadal krąży między sznurami. W miarę celnych strzałów myśliwy podejmuje kolejny trop, aż do momentu zakończenia łowów lub wybicia całej watahy.
broń i ubiór
Myśliwy, który ma szczęście wzięcia udziału w wilczych łowach, powinien być przygotowany nawet na kilka godzin trwania w niemal zupełnym bezruchu. Zimą na mrozie musi przy tym zachowywać sprawność szybkiego strzału. Ubiór powinien być lekki, ale ciepły i koniecznie nieszeleszczący (wilk ma kapitalny słuch), dostosowany do indywidualnych preferencji. Dobrze sprawdza się biały kamuflaż, najważniejsze jest jednak opanowanie myśliwego. Jak wspomniano wcześniej, warto zabrać ze sobą stołek myśliwski. W polowaniu zupełnie nieprzydatne są natomiast lornetki, które stanowią tylko zbędny balast.
Białorusini tradycyjnie preferują gładkie lufy i loftki, które sprawdzają się na stanowisku o ograniczonej widoczności, do odległości 30 metrów. Loftka przechodzi przez wszelkie przeszkody na linii strzału i daje dużą szansę pozyskania drapieżnika. Warunków terenowych jednak się nie wybiera, nierzadko zachodzi możliwość strzału nawet na 70 metrów. Idealnym rozwiązaniem byłby zatem dryling. Zdaniem Andrzeja Zdunka myśliwi, którzy ostrzelali się podczas krajowych polowań pędzonych, powinni śmiało zabierać na wilcze polowania swoje ekspresy czy półautomaty, wszak strzela się tam głównie do zwierzyny w przebiegu.
organizacja
Inwentaryzacja w systemie łowieckim Białorusi odbywa się podobnie jak u nas. Obserwacje prowadzi się przez cały rok, w przypadku wilka najefektywniej zimą. Uzyskane dane wraz z propozycją wielkości odstrzału przedkłada się do zaaprobowania organom rządowym.
Wilk znajduje się w załącznikach Konwencji Waszyngtońskiej (CITES), regulującej kwestie międzynarodowego handlu gatunkami zagrożonymi. Wwóz do kraju pozyskanego trofeum jest obwarowany uzyskaniem stosownych pozwoleń, wydawanych przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Dopełnienie wszelkich formalności pozostaje w gestii pracowników biura polowań. Podobnie jest z wszelkimi wymaganiami dotyczącymi zaproszeń, voucherów, ubezpieczeń, zakwaterowania, przejazdów i obsługi na miejscu. Myśliwy musi jedynie uzyskać z właściwej komendy wojewódzkiej policji zgodę na wywóz z kraju broni i amunicji, a po otrzymaniu trofeum zgłosić ten fakt do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Można też we własnym zakresie wykupić dodatkowe ubezpieczenie.
Biuro polowań Argali w ciągu niemal 20 lat kontaktów ze wschodnimi sąsiadami zdołało wyselekcjonować na Białorusi około 40 łowisk. Obwód może zostać dobrany indywidualnie do predyspozycji i potrzeb każdego klienta.
Polowanie na wilki – o czym przekonuje Andrzej Zdunek – jest niezwykle emocjonujące dla myśliwego. To wspaniałe łowy, które dają satysfakcję szczególnie wówczas, gdy polujący zdaje sobie sprawę, z jak trudnym przeciwnikiem ma do czynienia. To możliwość przeciwstawienia się wytrwałości i wytrzymałości bezwzględnego puszczańskiego łowcy.






